Uwikłane w sprawę osoby

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

W styczniu 2018 r. 26-letni anarchista Julij Bojarszynow został aresztowany w związku ze sprawą „Sieci”. Według Federalnej Służby Bezpieczeństwa jest to organizacja, która miałaby przeprowadzać ataki terrorystyczne podczas XXI Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, czyli Fifa World Cup Russia 2018. Tak twierdzą służby… Prezentujemy wywiad z Nikołajem Bojarszynowem, ojcem Julija.

Jak się Pan nazywa i czym się Pan zajmuje?

Nazywam się Nikołaj Nikołajewicz Bojarszynow. Jestem malarzem, przez ostatnie 10–15 lat głównie zajmowałem się witrażami, potem mozaikami, ceramiką itd.

A Pana syn, Julij?

Ma anarchistyczne poglądy, jest antyfaszystą. Nasi antyfaszyści w ogóle różnią się od zachodnich.

Co ma Pan na myśli?

Są bardziej pokojowi, takie odnoszę wrażenie. W Europie przeprowadzają głośne, wyraziste akcje i demonstracje… W Rosji antifa powstała w czasie, kiedy pojawiły się nacjonalistyczne i neonazistowskie grupy – głównym celem antyfaszystów była obrona demonstracji i koncertów przed tymi grupami. Wtedy przede wszystkim można było ich zobaczyć. Nie organizowali wielkich demonstracji, nie rozbijali witryn, nie podpalali samochodów… Raczej organizowali zebrania i seminaria. No i bronili ludzi, kiedy było trzeba.

Julij jest anarchistą i antyfaszystą. Czy myśli Pan, że to dlatego zainteresowały się nim służby?

Tak, oczywiście. Choć nie musisz koniecznie być anarchistą, żeby zainteresować funkcjonariuszy FSB. Nacjonalistyczne organizacje też są pod stałą obserwacją służb. Wszyscy, którzy nie są pod kontrolą władz, uważani są za potencjalne zagrożenie. Państwo przyucza ludzi do niewychylania się. Jeśli będziesz myślał samodzielnie, to bardzo nie spodoba się władzy. Jednak żeby zrozumieć, dlaczego zatrzymali mojego syna, musimy zacząć od miasta Penza, bo to penzeńskie służby bezpieczeństwa postanowiły rozkręcić tę sprawę. Aresztowali miejscowych antyfaszystów, którzy zajmowali się airsoftem (gra zespołowa z replikami broni palnej – red.). To można ludowi ładnie przedstawić, bo ludzie nie za bardzo się orientują, o co w tym chodzi, ale widzą, że ktoś biega, strzela itd. Wygląda to niebezpiecznie i można coś z tym zrobić – tym bardziej jeśli zajmują się tym „nieformały” (członkowie subkultur – red.)…

Jak wyglądało zatrzymanie Julijego?

Jego zatrzymała policja, a nie FSB. Znajdował się w tym samym miejscu, w którym akurat miał miejsce policyjny „rajd” przeciwko narkomanom. Narkotyków jemu nijak nie mogli udowodnić, bo on nigdy ich nie brał; nie palił, nie pił, prowadził zdrowy tryb życia. Starał się być takim pozytywnym człowiekiem. Tego dnia miał ze sobą słoik dymowego prochu i to im wystarczyło. To nie jest materiał wybuchowy – taki proch wykorzystywany jest do produkcji petard, w myślistwie itp. Ten proch dał policji pretekst, żeby przekazać sprawę do FSB. Tamtym było wygodniej, że policja trzyma go u siebie. I trzymali go tam długo. Za takie wykroczenie, bo to nawet nie jest przestępstwo, mogą człowieka zatrzymać na maksymalnie dwie doby i dać mandat. Widać mieli już plan, co z nim zrobić. W kwietniu FSB postawiło mu zarzuty, ale nie chodziło tylko o ten proch. FSB obserwowało już ludzi z Penzy. Sprawdzali, kto zna kogo. Julij wpadł w ich pole widzenia, kiedy tu, w Petersburgu, z kimś się spotkał. Nawet nie wiem z kim, on ma mnóstwo przyjaciół. Często przyjeżdżali do niego goście z Rosji, Finlandii, Polski i innych krajów. On zawsze ich oprowadzał po mieście, załatwiał u znajomych „wpiskę” (nocleg – red.). Wystarczyło spotkać się z kimś, kto już był pod obserwacją służb.

O co jest obwiniany?

O uczestnictwo w organizacji terrorystycznej (artykuł 205.4 kodeksu karnego). Rozprawa sądowa jeszcze się nie odbyła i nie wiadomo, kiedy się odbędzie. Od dawna mówią, że mają dostateczną ilość materiału dowodowego, ale rozprawa jest cały czas odkładana, a areszt się przedłuża. Co to za dowody? Wszystko opiera się na zeznaniach kilku ludzi z Penzy, których aresztowano jeszcze w październiku 2017 r. Torturowano ich. W sensie dosłownym, to były okropne tortury: przy pomocy paralizatorów, dynamo-maszyny, podwieszali ich głową w dół i razili prądem… Oskarżenie opiera się na zeznaniach torturowanych ludzi. Służbom to wystarczy. Sami śledczy podpowiadali „zeznającym”, co mają mówić, tzn. jak potwierdzać wersję o organizacji terrorystycznej. Śledczy sami wymyślili tę organizację i teraz chcą od ludzi, żeby nauczyli się tej wersji i powtórzyli ją bez pomyłek przed sądem i się przyznali. Ludzi, których aresztowano w Petersburgu tak samo torturowali, aby wszyscy potwierdzili wersję FSB.

F

ilinkowa, Kapustina i Szyszkina torturowali, ale Waszego syna, o ile się orientuję, nie.

Jego torturowali zupełnie inaczej. Przed torturami przy pomocy elektryczności wszyscy podejrzani byli badani przez lekarza. Stwierdzono, że dwójka z zatrzymanych ludzi nie nadaje się do takiej procedury. Pierwszy to Arman Sagynbajew z Penzy. On cierpi na jakąś bardzo poważną chorobę – jego nawet nie trzeba torturować, wystarczy mu nie dać lekarstw, bez których on po prostu umrze. Drugą osobą okazał się mój syn, który ma problemy z sercem i z ciśnieniem. Stwierdzili cynicznie, że nie zdążyłby im niczego powiedzieć. Zamiast tego znaleźli dla niego alternatywne rozwiązanie. Najpierw umieścili go w izolatorze śledczym (areszcie – red.) w Kołpino. To zbudowany niedawno nowy, największy w Europie izolator. Warunki tam były mniej więcej humanitarne, a ochrona zachowywała się poprawnie. Tam odwiedzili go śledczy z FSB. Nie podali swoich nazwisk, tylko imiona. Zapytali, czy będzie z nimi rozmawiał, on odmówił współpracy, powołując się na artykuł 51 kodeksu karnego.

O czym mówi ten artykuł?

Artykuł ukazał się w nr 9 „A-taku” (2018)O tym, że podejrzany nie ma obowiązku składać zeznań przeciwko samemu sobie. Powiedzieli mu, że mogą bardzo utrudnić jego życie i przenieśli go do izolatora w Gorełowo – dobrze znanego z tego, że torturuje się tam ludzi. Umieścili Julija w celi, w której było już nie czterech ludzi, jak do tej pory, ale 30-40 osób. W tej celi współwięźniowie zorganizowali mu powitanie – ciężko go pobili. Nie dawali mu miejsca do spania, „prasowali” go. W Gorełowo nie funkcjonują „worskie zakony” (bandyckie prawa – red.). Tam są osadzeni, którzy współpracują z dyrekcją, ze śledczymi jeśli trzeba, żeby naciskać na niektórych osadzonych. Robią to za jakieś drobne ustępstwa, dosłownie za paczkę papierosów. Nie mam wątpliwości, że to było zorganizowane na zlecenie służb. Potem znowu pojawili się śledczy i zapytali, czy wszystko już zrozumiał i czy teraz będzie z nimi współpracował. Znów odmówił. Wtedy powiedzieli, że będzie jeszcze gorzej i przenieśli go do celi, w której jest około 150 osób, a cela przeznaczona jest dla 116. Na jednego człowieka wychodzi mniej niż dwa metry kwadratowe przestrzeni. Tam znowu został pobity. Kilkakrotnie. Musiał spać na podłodze, nie miał prześcieradła ani niczego. To odbiło się mocno na jego zdrowiu. Kupiliśmy mu lekarstwa w specjalnej aptece, przez którą można przekazać je do izolatora, ale mu ich nie dawano. Mówiono nam, że nie było go w celi, kiedy próbowano mu je dostarczyć.

Czy teraz dostaje lekarstwa?

Tak, ale długo to trwało, nie dostawał ich miesiąc. Robili wszystko, co mogli, żeby pogorszyć mu warunki. Miał specjalne kartę i rachunek, na który można przysyłać pieniądze, a one nie mogły dojść np. dwa miesiące. Cały ten czas musiałem chodzić i to wyjaśniać. Pokazali mu dobitnie, że będzie gorzej i gorzej… Że to, co jest teraz, to jeszcze nie jest najgorsze. Nie może spać, bo wie, że jak tylko zamknie oczy, zaraz ktoś go tam obudzi kapciem po głowie. Na rozprawie o przedłużenie aresztu, kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy go po kilku miesiącach, miał na głowie wielki siniec i niczego na ten temat nie mówił w sądzie, bo wiedział, że będzie jeszcze gorzej. Sam musiałem zwracać na to uwagę. Mówiłem: „Przecież on jest pobity. Przecież to widać gołym okiem”. Odpowiadali mi, że to normalne, bo osadzeni w celach czasem się biją i oni nie mają na to wpływu. To działa w ten sposób. Julij rozumie, że mogą go tam nawet zabić, a potem władze powiedzą, że „więźniowie się pobili”. Władze izolatora będą niewinne, FSB będzie niewinne…

Julij wciąż odmawia współpracy?

Po tym wszystkim podpisał dokument, w którym potwierdza, że nie ma żadnych zastrzeżeń co do warunków aresztu i zgadza się rozmawiać ze śledczymi. Teraz ma swoje miejsce do spania, ale wciąż na pewno jest pod naciskiem psychicznym; rzadziej pisze listy, nie może się skupić.

Kiedy ostatni raz widział Pan swojego syna?

Dopiero po pięciu miesiącach od aresztowania po raz pierwszy mogłem go zobaczyć i porozmawiać z nim na widzeniu. Wcześniej na pierwszej rozprawie o przedłużenie aresztu nie pozwolili nam nawet się do niego zbliżyć. W czerwcu była druga rozprawa, ale tym razem sąd zdecydował w ogóle nie wpuszczać nikogo na salę – ani rodzin, ani mediów, ani obserwatorów.

FSB naciskało także na rodziców oskarżonych w „penzeńskiej sprawie”, żeby współpracowali z telewizją NTV, która przygotowała propagandowy program pt. „Niebezpieczna Sieć”. Czy na Pana w jakiś sposób naciskano?

Żadnego takiego otwartego nacisku nie zauważyłem, ale rodzice z Penzy faktycznie spotkali się z naciskami. Był ten program w telewizji, o którym mówisz – szantażowano ich, żeby rozmawiali z dziennikarzami. Namawiano ich także, aby świadczyli przeciwko swoim synom, dzięki czemu obiecywano im krótszą odsiadkę.

Czyli rodzicom dano do zrozumienia, że ich synowie na pewno zostaną skazani, ale pomagając śledztwu mogą im zagwarantować niższe wyroki?

Tak, dokładnie. Ja rozumiem tych rodziców, dlaczego z początku godzili się na to i podpisywali dokumenty. Byli w szoku. Potem dopiero do nich dotarło: jakie 3-5 lat? Za co? Za niewinność? Rodzice w końcu zrozumieli, że postępowali nieprawidłowo i zbuntowali się. Zorganizowali się w „Rodzicielską Sieć”. Ja też jestem z nimi. Skoro FSB wymyśliło swoją przestępczą „Sieć”, my założyliśmy swoją własną, przestępczą „Rodzicielską Sieć”. Cały czas kontaktujemy się ze sobą.

Pan wychodzi na ulicę z plakatami, informuje opinię publiczną o sytuacji aresztowanych. Dookoła piłkarskie święto, ludzie z całego świata spacerują po ulicach, atmosfera karnawału, a na ulicy stoi człowiek, który robi wyłom w całej tej ogólnej radości. Jak się Pan czuje w tej sytuacji? Z jakimi reakcjami się Pan spotyka?

Reakcje są lepsze, niż oczekiwałem. Ludzie się interesują, podchodzą, życzą pomyślności. Był tylko jeden dzień, kiedy naprawdę odczułem niechęć ludzi. To było 9. maja, w Dzień Zwycięstwa. Zrobiłem plakat, na którym napisałem: „Mój ojciec walczył z faszystami. Mojego syna antyfaszystę aresztowało FSB”. Po prostu absurd. Wokół pełno czarno-żółtych wstążeczek, dzieci w wojskowych butach… Było mi wtedy na ulicy bardzo nieprzyjemnie. Czułem, że przeszkadzam im cieszyć się tym świętem.

Stoi Pan sam czy ma Pan jakieś wsparcie?

Początkowo wychodziłem sam, potem znajomi i przyjaciele mojego syna dowiedzieli się, że stoję na ulicy i postanowili mi pomóc. Powiedzieli, że niebezpiecznie tak stać samemu i ktoś powinien być ze mną, bo np. może mnie nękać policja. Teraz zawsze ktoś ze mną jest – pojawiła się np. dziewczyna, która postanowiła stać razem ze mną, zrobiła własny plakat i czasem przyłącza się do mnie. Mam wsparcie ludzi, którym nie jest wszystko jedno.

Co mogą zrobić inni ludzie, którym nie jest „wszystko jedno”? W jaki sposób można pomóc?

Najważniejsze, żeby o tym mówić i pisać. Na początku informacja w ogóle nie wychodziła na zewnątrz, ludzie nie mieli pojęcia, co się dzieje. Dla mojego syna i dla mnie to był najcięższy czas. Nie miałem o nim żadnych informacji. Dopiero później informacja zaczęła się rozprzestrzeniać. Zrobiła ze mną wywiad „Nowaja Gazieta”, zaczęli działać przyjaciele Julija… Jestem przekonany, że tylko dzięki temu, że ta informacja wypłynęła, że mówią o tym media, ci ludzie jeszcze żyją. Boję się, że sprawa przycichnie, wtedy znowu sytuacja aresztowanych zacznie się pogarszać. No i oczywiście można pisać do Julija i innych. Są potrzebne też pieniądze na pomoc prawną. Ludzie organizują różne wydarzenia benefitowe, zbierają pieniądze na pomoc. Ja chciałem zorganizować wystawę i sprzedaż obrazów, z których pieniądze byłyby przeznaczone na pomoc dla aresztowanych. Prosiłem syna, żeby też coś narysował, ale powiedział, że nie jest w stanie. To mnie bardzo niepokoi, bo zawsze lubił rysować.

Iwan Warionucha Sankt-Petersburg, Lipiec 2018

Z nowymi informacjami w sprawie „Sieci” i sylwetkami aresztowanych można zapoznać się na stronie www.rupression.com Temat poruszono również w artykule Rosja: sprawa „Sieci” w czasopiśmie anarchistycznym „Inny Świat” (nr 48, 2018).

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

data

8 January 2019

rubryka

artykuły

źródło

Artykuł ukazał się w nr 9 „A-taku” (2018)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: